sobota, 4 marca 2017

IT'S MORE THAN JUST MUSIC

 
Muzyka. Półmrok. Tłum. Energia. Dużo energii.
Tak zapamiętałam mój pierwszy koncert.



Tak, moi drodzy, Sowa niedawno spełniła jedno ze swoich marzeń.
A teraz pozwólcie mi się tym nacieszyć przez sekundę.
Aaaa!
Okej, skończyłam.
 
Dokładnie pamiętam ten bezchmurny poranek, kiedy mała dziewczynka tańcząc do jakiegoś tandetnego musicalu zakodowała sobie w głowie myśl- przed osiemnastką pojadę przynajmniej na jeden koncert.
Tak mijały lata, aż w końcu 14.02 stanęłam z koleżanką w kolejce przed Progresją, czekając na Alana Walkera, wdychając lodowate warszawskie powietrze i zastanawiając się, czemu do licha nie zrobiłam tego wcześniej.
Bo było warto. Abstrahując od tego, że dostałam z łokcia przy wejściu i omal mnie nie uduszono, jestem cała.
Chyba.
 
Jak było? Wiedziałam to od pierwszego krzyku rozszalałej fanki (tuż za moim uchem).
To był dobry koncert.
Wiecie, pewne sprawy ciężko jest opisać. A szczególnie mi, której przez głowę przechodzi tysiąc myśli na minutę, których za cholerę nie może ułożyć w logicznej kolejności. Albo chociaż pół-logicznej.
*Ja się tu produkuję, więc proszę to docenić. Dziękuję.*
Pewnie teraz uznacie mnie za jakiegoś dziwaka, ale jednym z najlepszych momentów był dla mnie sam początek. Ten moment, kiedy biegłyśmy jak głupie żeby zająć pierwszy rząd. A za nami reszta. I jak już dotarłyśmy do tej barierki i wreszcie rozejrzałam się po klubie, zaczęłyśmy się śmiać. To było takie jakieś, piękne. I głupie. Ale gówno nas to obchodziło.
To śmieszne że tańczysz, krzyczysz, a jest tak, jakby nikt cię nie widział. Wraz z muzyką czas staje, ludzie są zajęci własną wolnością. Już nie wiesz czy dudni serce czy rytm. Ty tylko tańczysz. Akceptujesz to miarowe bicie,  aż stanie się częścią ciebie.
 
Kiedy wszyscy zaczęliśmy śpiewać "Alone" zrozumiałam, że to nie jest tylko muzyka. To coś dużo większego.
Gdyby jakimś cudem zebrać całą energię, która biła z tłumu, nawet cysterna nie zdołałaby tego pomieścić. Niesamowite jak jeden moment łatwo zamienić w wieczność. Wielkość jednak tkwi w niewielkości.
 
Czy warto? Jeżeli chodzi o mnie, mogę wam powiedzieć, że czasem dobrze jest ulec impulsowi. Ruszyć cztery litery, powiedzieć sobie "yolo" i zaryzykować.
Zadziwić cały wszechświat.

12 komentarzy:

  1. Dobrze jest spełniać marzenia! Koncert to coś, czego nie jest się w stanie opisać dopóki sie na nim nie będzie.. chociaż i z tym opisywaniem całkiem kiepsko bywa - jeżeli człowiek nadal czuje wiele emocji w sobie. Zdecydowanie jest to lepszy sposób spędzenia czasu, ruszyć się i zrobić coś co się lubi niż siedzieć "na czterech literach" :) Zdjęcia jakieś posiadasz? ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, trzeba się przekonać samemu :). Jakieś tam zdjęcia mam ale niestety w słabej jakości- mój telefon niezbyt dobrze się sprawuje w ciemnościach :P.

      Usuń
  2. Ja na takim prawdziwym koncercie nie byłam. Byłam tylko na Dniach mojego miasteczka i czekałam do północy na Red Lips. Świetnie się bawiłam
    bluue-butterfly.blogspot.com
    Pozdrawiam K. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na takim większym koncercie jeszcze nie byłam ale bardzo bym chciała się kiedyś wybrać. Z pewnością jest to niesamowite przeżycie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki koncert to na pewno świetne przeżycie :)
    Pozdrawiam!

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Raz w życiu byłam na koncercie, kiedy byłam mała. Pojechałam z rodzicami, byl to koncert Fila. 'Jak anioła głos!'- to był hit miesiąca haha! Teraz mam prawie 16 lat i od tamtej pory nie byłam na żadnym koncercie. Gdyby do Polski przyjechał np: Ed Sheern, o jaaa! Musiałabym tam być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Feela. Wybacz, nie mogłam się powstrzymać ;D. Z tego co się orientuję, Ed Sheeran ma zawitać u nas w przyszłym roku, ale pewności nie mam :P.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Wow, genialna i oryginalna relacja z koncertu! Zazdroszczę! Na pewno to był koncert marzeń. Kocham piosenkę "Alone" <3
    Biorę udział w konkursie i potrzebuję pomocy - wszystko pisze u mnie na blogu :).
    BLOG

    OdpowiedzUsuń
  7. Spełnianie marzeń jest super! Zawsze warto :>

    OdpowiedzUsuń
  8. Od zeszłych wakacji i niespełnionych marzeniach o Openerze mówię sobie, że w kolejnym roku uda mi się być choć na jednym koncercie. Miał nim być koncert Aerosmith, ale wyszło, że dostałam bilet na Gunsów, z którego jak najbardziej się cieszę i już nie mogę się doczekać tego, mojego pierwszego koncertu. Nie wątpię w to, że przeżycia muszą być niesamowite :)
    malinowynotes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo jak wrócisz to koniecznie opowiedz, Guns N'Roses rządzą <3.
      Zdecydowanie polecam, przeżycia niezapomniane :D.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Fajnie że udało pojechać ci się na koncert Alana Walkera. To jedno z moich marzeń :D Koncert to niesamowite przeżycia.
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń